Wędkarz na jachcie (ku przestrodze)
Dodał: achtab 2010-11-16 13:20
W przedostatnim dniu rejsu zatrzymaliśmy się za wyspie Zlarin. Tam padła propozycja zrobienia zupy rybnej. Michał, który zabrał na jacht wędkę, miał nam złowić 3 rybki. Zapowiadało się nawet nieźle, bo pierwszą złowił już po paru minutach. Rybka…jak rybka…fajna była J Michał zaczął ją uwalniać z haczyka. Nawet się nie domyślał, że ten moment będzie wspominał jeszcze dłuuugo po rejsie. Ostre, choć niepozorne kolce na grzbiecie szarpiącej się ryby lekko wbiły się w palec Michała. Niesamowity ból i spuchnięta dłoń nie pozostawiały wątpliwości, że rybka była nietypowa. Z jachtowej apteczki pomogło trochę wapno. Nawet popularne środki przeciwbólowe nie mogły złagodzić bólu. Inne objawy to zaczerwienienie na twarzy i przyspieszone bicie serca. Gorączki nie miał. Zarządziłem dokładną obserwację Michała, zwłaszcza pod kątem powiększania się opuchlizny i wystąpienia gorączki. Gdyby sytuacja się pogarszała, trzeba by było pognać na ląd i znaleźć lekarza. Ostatecznie nie zdecydowałem się na to. Stan załoganta się nie pogarszał, on sam czuł się wystarczająco dobrze. Jednak po powrocie do kraju opuchlizna trzymała jeszcze dobry tydzień.
Jestem początkującym skipperem, to był mój drugi samodzielny rejs w Chorwacji. Mam prawie każdy przewodnik wydany w Polsce nt. żeglowania po Adriatyku i jakoś nie udało mi się wyczytać, że z pozoru banalne wędkowanie może tak zaskoczyć J Kilka dni temu mój Guru Jacek S. pouczył mnie, że w takich wypadkach trzeba pójść do lekarza chorwackiego i nie ma się nad czym zastanawiać. Takie rybki znaleźliśmy później na targu w Zadarze. Miały ścięte grzbiety…